Gorąca zima


To nie prawda, że grudzień lub styczeń jest chłodnym i ponurym miesiącem. Wystarczy wyjechać na słoneczne Karaiby albo do wiecznie ciepłej Australii, wskoczyć w zwiewne ciuszki i skakać ze szczęścia jak kangury.

Chyba, że… zostaje się w kraju, w którym akurat na dobre zagościła zima … Tu nie pomogą ciepłe swetry, grube szaliki, ani nawet bliskie kontakty z kaloryferem. Najskuteczniejszym sposobem na słotne i zimne dni jest… gorąca czekolada! Tylko pod jednym warunkiem! Jeśli jest podana z odpowiednim dodatkiem! Rozgrzewającym chili? Nie. Tym dodatkiem nie powinno być coś, lecz ktoś. Ktoś, kto rozpali nie tylko nasze zmysły, ale i serce.

1Nie ma lepszej pory na to by się zakochać, jak tylko zima ! Żadna inna pora roku bowiem nie sprzyja przytulaniu tak jak ta. Męski tors działa lepiej, niż najdroższy grzejnik. Zwłaszcza jeśli zasilany „mój najdroższy” i innymi ciepłymi słówkami. Jeśli będzie ich odpowiednio dużo, mogą tak skutecznie podgrzać temperaturę znajomości, że trzeba będzie ściągać z siebie ubrania! Bez obaw – i taka sytuacja nie grozi zmarznięciem. Raczej ognistą nocą, po której zostaną nie mniej gorące myśli.

A może i serce? 

Jeśli czyjaś obecność sprawia, że nie tylko temperatura wokół się podwyższa, ale i topnieje nasze serce, to niezawodny znak, że taki „grzejnik” będzie służyć nam nie tylko na jeden sezon, ale i na lata. Innymi słowy – to materiał na poważny związek. Wiem, co mówię – rok temu zaopatrzyłam się w taki grzejnik. I nie muszę go wymieniać na lepszy model. Muszę jednak przyznać, że przyzwyczaiłam się do tego ciepła… I to na tyle, że gdy tylko z drzew zaczęły spadać liście, ja znowu zaczęłam szukać sposobu na to, by temperatura między nami również nie spadła poniżej normy. Jeszcze większe dawki gorącej czekolady? Jeszcze więcej gorących całusów? Prawda jest taka, że to wystarczy tylko na dobry początek – na zaostrzenie apetytu. Jak go zatem efektywnie zaspokoić.

Po roku wzajemnego ogrzewania potrzeba zrobić coś innego, niż dotychczas by na nowo wzniecić żar, który potrwa przez kolejny rok. Albo i lata. Można, na przykład, razem pójść na kurs tanga. Zafundować sobie masaż z rozgrzewającymi olejkami. Lub też skoczyć na bungee! Ja od skoków dół wolę wchodzenie na szczyt. Tym razem jednak postanowiliśmy z lubym zdobyć nie kolejny górski wierzchołek, a wieżę. Wieżę Eiflla, konkretnie. Czy może być coś romantyczniejszego z okazji rocznicy? Cóż… Może – wieża Eiffla w rozgwieżdżoną ciepłą noc! Niestety rzeczywistość ostudziła nasz zapał – tego dnia było pochmurno, dżdżysto, a od wierzchołka wieży dzieliło nas kilka godzin stania w ścisku.

2 Zielona, niepozorna ławka pod wieżą Eiffla okazała się w tym wypadku znacznie lepszym miejscem! Co było w niej tak szczególnego? Absolutnie nic! Dopiero o, co się na niej wydarzyło przyprawiło mnie o rumieńce! Otóż… Zostałam narzeczoną!

Któż by pomyślał, że jedno pytanie może podnieść temperaturę lepiej, niż tysiące gorących słów i pikantnych słówek? I to nie tylko nam dwojgu… Rodzice, znajomi, rodzeństwo, pani krawcowa, fryzjerka i ksiądz – wszystkim zapewniliśmy nie tylko chwilowy, ale stały powód do szybszego bicia serca. To będą bardzo gorące zimowe miesiące – w końcu wesele już wiosną!

To może na rozgrzewkę przed wielkim dniem, ja zjem nieco lodów na ostudzenie tych wszystkich emocji.

Natalia Urbanek (jeszcze hehehe)