Ślub w Krainie Czarów


Aurora: Wiele par marzy o tym, by pochwalić się wyjątkowymi zdjęciami z ślubu i sesji, takimi jak Wasze. Ale w większości przypadków poprzestaje na zamiarach – bo za mało czasu, bo za dużo stresu. I co ludzie powiedzą. Czy Wy długo myśleliście nad stylizacją wesela i sesji?

Rafał Kurzawa: Przeciwnie. Na stylizowane wesele oraz sesję zdecydowaliśmy się na miesiąc przed weselem.

Aurora: Szok! Zazwyczaj miesiąc przed weselem wszystko jest już zapięte na ostatni guzik! Ale suknia ślubna chyba została ta sama?

Natalia i Rafał 217

Natalia Kurzawa: Też została zmieniona. Ta pierwsza nie pasowała do nowej koncepcji. Najpierw miał być romantyczny ślub w stylizacji kwiatowej. Miał królować pudrowy róż. Ale ostatecznie postanowiliśmy zrobić ten jeden krok dalej, który boją się zrobić zazwyczaj młodzi. I dwa tygodnie przed ślubem rozesłaliśmy do gości nowe zaproszenia z napisem “Open me” i malutkim kluczykiem.

Aurora: To było zaproszenie na ślub, czyli Wasz do Krainy Czarów! Czemu akurat “Alicja”? Spodobał Wam się klimat filmu Tima Burtona.

R.K.: Może to zabawne, ale filmu nawet nie widzieliśmy. Wybraliśmy akurat tą bajkę ze względu na oniryczny klimat i przede wszystkim filozofię. Oboje jesteśmy po filozofii, a rozmowy o “Alicji” bardzo nas do siebie zbliżyły.

Aurora: Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam! Pewnie podobnie jak goście, których zaprosiliście. Jak zareagowali, gdy dowiedzieli się, że to nie będzie zwyczajny ślub?

Natalia i Rafał 280

N.K.: Do końca nie wiedzieli o niczym! To była nasza wspólna konspiracja i nawet najbliżsi nie mieli pojęcia, co planujemy.

Aurora: Nawet rodzice?!

N.K.: Nawet oni. I to było trudne, choćby ze względu na to, że każda panna młoda potrzebuje wsparcia, porad.

R.K.: Ale trzeba dopowiedzieć, że w dniu wesela wszyscy byli bardzo mile zaskoczeni i spodobała im się cała stylizacja. W końcu znali nas nie od dziś i wiedzieli czego mogą się po nas spodziewać (śmiech).

N.K.: Nawet ksiądz wyraził aprobatę. Mimo, że bałam się co powie, gdy zobaczy, że na głowie zamiast welonu mam ogromny fascynator. Na szczęście od początku tej drogi spotykaliśmy fantastycznych ludzi, którzy sprawiali, że wszystko szło w dobrym kierunku i bez przeszkód.

Natalia i Rafał 393

Aurora: Ale jakiś stres i trudności pewnie były?

R.K.: Na szczęście to był już nasz drugi ślub, więc stres był mniejszy (śmiech). Byliśmy już jakiś czas małżeństwem cywilnym.

N.K.: Oczywiście aż tak łatwo nie było. Zwłaszcza, że koncepcję wymyśliliśmy na miesiąc przed ślubem. To oznacza zwiększenie budżetu. Przemodelowanie wszystkiego od nowa. Odbieranie sukni ślubnej w dniu wesela (śmiech)! W końcu złamanie wielu barier, których w Polsce zazwyczaj się nie przekracza. Ale bardzo pomogło nam to, że pracuję jako stylistka i coach. Oboje potraktowaliśmy to jak jedne z zadań rozwojowych i wykorzystaliśmy wiedzę i doświadczenie coachingu. I udało nam się.

Aurora: A jak to radzenie sobie wyglądało od strony praktycznej? Mianowicie, skąd wzięliście te wszystkie gadżety, dodatki, wreszcie meble, które widnieją na zdjęciach?

Natalia i Rafał 489

N.K.: Spora część to nasza własność. Dekoracje i florystyka były także po części realizowane przez pracownię La Vida.

Aurora: Chcecie mi powiedzieć, że macie w domu antyki?!

N.K.: Oboje z mężem jesteśmy bardzo sentymentalni i zbieramy różne rzeczy, pamiątki. Nadto ja mam duszę zbieracza, więc od dawna gromadziłam gadżety w stylu vintage – książki, kluczyki, lustra. Gdy jechaliśmy na sesję mieliśmy dwa auta pełne mebli i dodatków, w tym żyrandol oraz rozkręconą antyczną toaletkę. Jako stylistka zgromadziłam też w całości naszą garderobę. Największy był problem z cylindrem.

Aurora: Rzeczywiście, nie wygląda na typowy kupiony w pierwszym lepszym sklepie.

N.K.: Bo tak nie jest. Do dziś pamiętam zdziwienie mojego męża, gdy zadzwoniłam do niego spod teatru we Wrocławiu, mówiąc, że mają dokładnie taki cylinder jakiego szukaliśmy i prawdopodobnie nam go pożyczą. Okazał się idealny. Ważne, że był na tyle duży by zmieścić w nim królika (śmiech), którego również zakupiliśmy specjalnie do sesji.

Natalia i Rafał 490

Aurora: Prócz tego wszystkiego, musieliście przede wszystkim znaleźć też odpowiedniego fotografa. Chyba nie każdy okazałby tyle fantazji i zrozumienia.

R.K.: Z Jarkiem znamy się nie od dziś i to nie było nasze pierwsze spotkanie. Robi piękne, strzeliste zdjęcia o nasyconych barwach, które od razu nam przypadły do gustu. A jemu nasz pomysł. Nawet sam wybrał miejsce do sesji. Było to pod Krapkowicami.

Aurora: I nagle z tych małych Krapkowic dostaliście się do Australii i innych dalekich zakątków świata! Jak to się stało, że o Waszej sesji usłyszał cały świat?

N.K.: Nigdy nie planowaliśmy rozsławić naszą sesję. Naszym małym marzeniem było jedynie pojawić się na blogu Bridelle. Byłoby to takie ukoronowanie pracy nas wszystkich. I tak po pół roku od sesji rzeczywiście się stało. Z tym, że nie tylko nas opublikowali, ale też zaprosili do konkursu, z którego miały być wyłonione sesje do publikacji książkowej. Spośród ponad 1200 par z całej Polski znaleźliśmy się w niej i my! Ukaże się już w październiku. I tak to naprawdę wszystko się zaczęło…

Natalia i Rafał 499

R.K.: Wkrótce odezwało się Daily Mail. Potem już sprawy toczyły się lawinowo. Zagraniczne wydania Cosmopolitana, w tym nawet z Australii! Instyle, Marriage, Huffington Post. Ślubne strony z wszystkich zakątków świata, nawet z Indonezji chciały mieć u siebie nasze zdjęcia !

Aurora: I my w Modny Ślubie także! Ze względu na to, że te zdjęcia z przyjemnością się ogląda. Ale także dlatego, by zachęcić, ośmielić inne pary do pójścia o krok dalej w swoich stylizacjach.

N.K.: My wyszliśmy poza te schematyczne ramy, nie dlatego by się tylko wyróżnić. Naszą ambicją nie było się po prostu “przebrać”, ale by pokazać siebie – zamiłowanie do klimatu onirycznego, filozofii, baśni. Stworzyć swój własny świat. Zrealizować siebie. I się udało, bo to wszystko od początku było “nasze”.

Aurora: Dziękuję za rozmowę i czekam na kolejne niezwykłe sesje!